Nowomowa po birmańsku czyli jak mówić o prawach człowieka w Mjanmie

W sierpniu br, Stowarzyszenie Edukacja dla Pokoju zorganizowało w Rangunie i Mandalaj w Mjanmie cykl wykładów poświęconych tematyce praw człowieka, filozofii politycznej i rozwiązywaniu konfliktów w ramach projektu „Birma na fali. Lepszy dostęp do informacji z niezależnych mediów poprzez rozwój profesjonalnego radia i telewizji.” współfinansowanego ze środków programu „Wsparcie Demokracji”.

Jeszcze rok temu wykłady na temat praw człowieka i filozofii politycznej, społeczeństwa otwartego i tego, jak bronić się przed omnipotencją represyjnego państwa, nadużywającego swej władzy, byłyby nie do pomyślenia w Birmie (Mjanmie). Wprawdzie Birma, skuta reżimowym lodem od początku lat sześćdziesiątych, zaczęła pomału tajać na początku 2012 roku, to parę miesięcy po przyzwoleniu na nieco swobód politycznych władza – głownie na prowincji – wciąż się obawiała zmian. Wcześniej za samo hasło “prawa człowieka” można było trafić w Birmie do więzienia. Obecnie wykłady nt. praw człowieka, filozofii politycznej i teorii konfliktów prowadzone w sierpniu nie tylko były możliwe, ale nie przyciągały już nawet szczególnej uwagi smutnych panów z birmańskiej bezpieki (może i szkoda, bo by się też czegoś nauczyli…). Za to przyciągały dziennikarzy, działaczy społecznych, studentów czy byłych wieloletnich więźniów politycznych. Uczestników wykładów w Rangunie i Mandalaj, dwóch największych miastach Birmy, było dużo więcej niż szacowaliśmy pierwotnie. Głód wiedzy na ten temat w Birmie jest ogromny.

W latach 1920-tych w Birmie przebywał (jako… policjant) George Orwell, twórca terminu ‘nowomowa’ w powieści Rok 1984. I to właśnie ta sama Birma pod rządami wojskowych stała się krajem, gdzie literacka fikcja została zrealizowana. Przez kilka dekad junta wojskowa skutecznie wyrugowała z użycia wiele podstawowych pojęć z dziedziny polityki, filozofii czy nauk społecznych. Tłumacze, którzy tłumaczyli na birmański wykłady, wielokrotnie napotykali poważne trudności: czasem dyskusja ze słuchaczami trwała dłuższą chwilę, aż udało się wreszcie znaleźć jakąś dłuższą frazę opisującą proste pojęcie lub stworzyć trafny neologizm, gdyż wiele terminów i pojęć po birmańsku po prostu nie istnieje. Tego, czego nie ma w języku, nie ta także w umysłach, głosiła zasada nowomowy w fikcyjnym państwie Orwella. Ażeby móc zacząć mówić o prawach człowieka, swobodach obywatelskich czy demokracji, należy wykreować nowe słownictwo. I to się teraz dzieje w Birmie.

Szerszy publiczny dyskurs o elementarnych zasadach społeczeństwa otwartego i demokracji jest wciąż utrudniony w Birmie choćby dlatego, że terminy teraz tworzone przez intelektualistów i elity pozostają niezrozumiałe przez zwykłych odbiorców. Ale niełatwo jest mówić w Birmie o prawach człowieka i zasadach państwa prawa także z innych powodów. Niektórzy z birmańskich słuchaczy z autopsji wiedzieli, czym jest wieloletnie przetrzymywanie w więzieniu bez wyroku czy tortury. Wszyscy z własnego doświadczenia znali, na czym polega inwigilacja ze strony autorytarnego państwa i jego służb, z czym wiąże się podsłuch i kontrola służb, jak państwo ogranicza prawo obywateli do informacji i jak reżim ściga tych, którzy raportują naruszenia w sferze praw człowieka.

Przy omawianiu elementarnych form naruszeń praw człowieka w Birmie uczestnicy natychmiast przywoływali amerykańskie więzienie w Guantanamo (gdzie od lat przetrzymuje się bez wyroku podejrzanych i poddaje ich torturom), amerykański program inwigilacji i podsłuchu PRISM, polowanie na Edwarda Snowdena (który tylko ujawnił istnienie takiego programu) i na Juliana Assange’a (twórcy projektu Wikileaks, demaskującego m.in. nielegalne działania rządów), którzy realizowali moralny obowiązek informowania społeczeństwa o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu państwa.

Osadzenie praw człowieka w międzynarodowym systemie prawnym czy zasada nieagresji państw bez stosownej rezolucji Rady Bezpieczeństwa jako wyraz respektowania suwerenności państwa, będącej jednej z podstawowych zasad Karty Narodów Zjednoczonych, nie pozostała wśród słuchaczy bez echa. Jak zatem daje się uzasadnić, pytali, ewentualny atak zbrojny USA na Syrię –  nawet jeżeli zachodzi podejrzenie (ale nadal tylko podejrzenie) użycia niedozwolonej prawem międzynarodowym broni chemicznej – bez stosownej autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ? Czy nie byłoby to czasem pogwałceniem prawa międzynarodowego? Dlaczego w takim razie nikt nie podjął zbrojnej interwencji humanitarnej w Birmie w 2008 roku, kiedy po niszczycielskim cyklonie Nargis, w wyniku którego ostatecznie zginęło prawie 150 tysięcy Birmańczyków, junta wojskowa zablokowała pomoc humanitarną, która mogłaby w istotnym stopniu zminimalizować skutki tragedii? Dlaczego obowiązują tu podwójne standardy?

I gdzie właściwie przebiega różnica między demokracją, a konkretniej demokracją amerykańską, a autorytarnym reżimem junty wojskowej, skoro obydwa naruszają prawa człowieka i swobody obywatelskie? Może należałoby zacząć odróżniać ‘demokrację’ od ‘realnej demokracji’, na wzór ‘socjalizmu’ i ‘realnego socjalizmu’…Wciąż więc niełatwo przychodzi mówić w Mjanmie o prawach człowieka i swobodach obywatelskich, ale już z innych powodów niż przed birmańską odwilżą.

 

Piotr Balcerowicz, 

Stowarzyszenie Edukacja dla Pokoju

http://www.tokfm.pl/blogi/birmanafali/2013/09/nowomowa_po_birmansku_czyli_jak_mowic_o_prawach_czlowieka_w_mjanmie/1