„Inna twarz demokratycznej transformacji” – birmańska aktywistka na amerykańskim Uniwersytecie Columbia

– Choć ze zwycięstwem Aung San Suu Kyi, laureatki pokojowej nagrody Nobla  wiązaliśmy ogromne nadzieje, sytuacja wielu mniejszości etnicznych się pogarsza – mówiła Wai Wai Nu, birmańska aktywistka pochodząca z mniejszości Rohindża na nowojorskim Uniwersytecie Columbia.

Wai Wai od wielu lat działa na rzecz praw kobiet i dialogu miedzy mniejszościami etnicznymi w Birmie/Mjanmie. W 2005 roku, w wieku zaledwie 18-lat Wai Wai trafiła do  więzienia gdzie jako więźniarka polityczna spędziła 7 lat życia. Po amnestii ogłoszonej w 2012 roku zaangażowała się w działalność społeczną. Miedzy innymi dzięki środkom MSZ RP i programowi Wsparcie Demokracji, razem z polską Fundacją Inna Przestrzeń, realizowała projekty z zakresu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, konfliktom oraz edukacji wyborczej. Za zasługi w 2014 roku otrzymała nagrodę N-Peace przyznawaną przez ONZ (UNDP), a w 2015 magazyn „Foreign Policy” umieścił ja na prestiżowej liście światowych myślicieli  („Global Thinkers”).

Odwilż polityczna w jednym z najbardziej brutalnych reżimów świata rozpoczęła się parę lat temu, kiedy birmańscy generałowie stopniowo zaczęli otwierać kraj rządzony przez juntę od 1962 roku.  W 2011 roku, powołany został pierwszy nominalnie cywilny rząd (złożony z byłych generałów). Prawdziwym „papierem lakmusowym” zmian były pierwsze częściowo wolne wybory w listopadzie 2015 roku. W oczekiwaniu na ich wyniki świat wstrzymał oddech. Przeważającą większością głosów zwyciężyła wtedy Narodowa Liga na Rzecz Demokracji, partia Aung San Suu Kyi.  Południowowschodni azjatycki kraj znalazł się na pierwszych stronach gazet na całym świecie. Po dekadach opresyjnego reżimu zwyciężyła demokracja.

Pomimo ogromnej nadziei pokładanych w nowym rządzie, zmianie nie uległa sytuacja Rohindżów, ponad 1 mln mniejszości zamieszkującej głównie znajdujący się przy granicy z Bangladeszem region Arakan. ONZ uznaje Rohindżów za jedną z najbardziej dyskryminowanych mniejszości na świecie. W większości są oni bezpaństwowcami, pozbawionymi podstawowych praw. W 2012 roku w Arakanie wybuchł konflikt, w rezultacie którego ponad 140 tys. ludzi, w większości Rohindżów znalazło się w obozach dla uchodźców.  W 2014 roku świat obiegły informacje o masowych grobach odkrytych w Tajlandii i Malezji – zdesperowani Rohindżowie uciekający przed prześladowaniem bardzo często padali ofiarą handlarzy ludźmi.

Partia NLD objęła władzę w kwietniu 2016. W październiku 2016, lokalne i światowe media podały wiadomość o kolejnych zamieszkach w Arakanie. W odpowiedzi na ataki na posterunki policji, armia de facto odcięła dostęp do północnej części regionu. Pomimo nawolywań Specjalnych Sprawozdawców ONZ i międzynarodowych organizacji pozarządowych do zapewnienia dostępu m.in. konwojom z pomocą humanitarną od października sytuacja drastycznie się pogorszyła.  Pojawiły się satelitarne zdjęcia spalonych przez armię wiosek. Uciekając przed przemocą setki Rohindżów próbują przedostać się do Bangladeszu. – Północny Arakan jest w stanie oblężenia, dostęp do regionu i ludzi, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy humanitarnej jest odcięty. Staramy się dokumentować m.in. przypadki gwałtów. Używanie przemocy seksualnej jako narzędzia wojny jest jednym z typowych taktyk birmańskiej armii – mówiła Wai Wai Nu na Uniwersytecie Columbia, zwracając się do grupy kilkudziesięciu studentów.

– Aung San Suu Kyi ani jej partia nie są głównym rozgrywającym w Arakanie. To armia, która przez dziesiątki lat brutalnie rządziła krajem dyktuje wszystkie warunki. Przez ostatnie tygodnie, sytuacja dramatycznie się pogorszyła, tysiące ludzi, w tym kobiet i dzieci pozbawieni są dostępu do jakiejkolwiek wsparcia.  O tym wszystkim o czym mówię tutaj nie mogę mówić otwarcie w moim kraju. Pomimo wielu pozytywnych zmian i transformacji, o której tyle mówi zachód, sytuacja Rohindżów i wielu innych mniejszości pozostaje dramatyczna – dodała Wai Wai.

Aleksandra Kłosińska

Fundacja Inna Przestrzeń